Brenno


W Brennie jest 18:26:03
Donaty, Olechny, Kajetana

Pierzodarcie

Artykuł Pana Kazimierza Wolniczaka z 1996 roku

Pierzodarcie

   Przyjemne i pełne uroku są długie jesienno-zimowe wieczory. Przeróżne to były zajęcia w te wieczory. Kiedyś spędzano je głównie w domu lub na odwiedzinach u krewnych, sąsiadów i przyjaciół. Wieczory wtedy upływały na opowiadaniu przeróżnych historii i dziwów oraz strachów. Aż włosy się jeżyły na głowie na wspomnienie tamtych lat. Dziś to wszystko wyparła technika i telewizja. Ze wszystkiego jednak przetrwało do dziś jedno jesienno-zimowe zajęcie – darcie pierza. Jak tylko pamięć sięga, w Brennie nie było z tym nigdy wielkich obrzędów. Schodzi się do domu kilka lub kilkanaście kobiet, zawsze uprzednio proszonych, które zasiadają przy dużym stole, przeważnie w kuchni. Kobiety mogą być zamówione, a niekiedy na zasadzie odrobku.
    Na środku stołu stawia się ubity pierzem garnek, najlepiej kamienny. Kobiety nabierają garście i rozpoczyna się darcie. Jest godzina około 6.00 wieczorem. Łatwiej i szybciej się drze pierze gęsie niż kacze. Dobrze, gdy pośród pierza jest dużo puchu, u nas nazywanego kwapem. Wtedy darcie idzie szybciej i lepiej, szybciej ubywa z „gara”. Oczywiście darciu towarzyszy zawsze miła i wesoła atmosfera – opowiadanie żartów i dowcipów, wspomnienia, dyskusje nad serialami telewizyjnymi typu „Dynastia” itp. Żywo też dyskutuje się nad aktualnymi sprawami gospodarczymi kraju, gminy i ciekawostkami wiejskimi. Złośliwcy twierdzą, że na darciu pierza „obrabia się” całą wieś, ale to nieprawda – chociaż „wiedzą sąsiedzi-jak kto siedzi”. Raźniej jest, gdy w takim damskim towarzystwie zasiądzie jakiś „odważny” mężczyzna, który nie wstydzi się pierza i śmiało bierze się do pracy. Jednak większość „chłopów” twierdzi, że mają twarde palce do pierza. Jeszcze lepiej jest, gdy takich śmiałków jest dwóch, a nawet trzech – wtedy rozbawione jest całe „towarzystwo piórkowe”. Są też kobiety, przeważnie starsze, które skubią te piórka od rana do wieczora. W Brennie taką kobietą jest pani Janina Józefowska, która wiele już pierzyn usypała.
    W czasie darcia gospodyni częstuje słodyczami, a na zakończenie, które następuje punktualnie o godzinie 22.00 wypija się kawę lub herbatę. Podaje się również dobre wypieki i kanapki. No a już prawdziwa „baba” jest na tzw. pępek, który obcina się tej, która ostatnia drze ostatnie piórko. „Pępek” jest to moment zakończenia całego darcia. Kiedyś podobno na „pępku” nawet grano na harmonijce lub gramofonem i ochoczo tańczono. Zaznaczyć tu trzeba, że zakończenie czegoś – np. żniw, wykopów itp. to też „pępek”. Były czasy za ks. Proboszcza Antoniego Nowaka, że pierze darto nawet w probostwie.
    Darcie pierza trwa całą zimę, z przerwą na rekolekcje adwentowe, święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok i rozpoczyna się dopiero po Trzech Królach. Z podartego pierza sypie się puszyste pierzyny, poduchy, poduszki i beciki, a ostatnio modne, lekkie kołdry. A na odpadki po darciu pierza mówi się „pipcie”, które najczęściej się pali, albo sypie poduszki – „pipcioki”.
    Kiedy słońce jest wyżej i mocniej przygrzewa, a wieczory stają się krótsze, wtedy kończy się „wiejska akcja pierzodarcia”.

Kazimierz Wolniczak






aktualizowano 2011-09-28 20:32:19 / AnitaSolarczyk


Brenno