Brenno


W Brennie jest 19:01:44
Donaty, Olechny, Kajetana

Majówka

Artykuł p. Kazimierza Wolniczaka z 1997 roku
 
Spośród 12 miesięcy roku najpiękniejszy jest maj. Mówimy, że wszystko jest wtedy umajone – łąki, pola, lasy, ogródki i drzewa. Cała przyroda budzi się do życia. Ludzie kiedyś więcej cieszyli się majem i latem niż dziś. Od dawna znane są przepiękne, urocze majówki, spacery wśród ukwieconych łąk i pachnących lasów, wycieczki bryczkami i wozami konnymi, umajonymi gałązkami brzozy, rajdy rowerami przybranymi gałązkami pachnącego bzu w kierownicy – a w szczególności nastrojowe zabawy majowo-letnie na wolnym powietrzu. Na takie zabawy majówkowe wylegały całe wsie oraz goście z sąsiednich miejscowości. Majówki rozpoczynały się zawsze w niedzielne popołudnie, a kończyły w poniedziałek rano kiedy świtało. Odbywały się one w uroczych zakątkach wsi. Przed wojną takim miejscem w Wijewie była „winnica”. Na taką majówkę łatwo było trafić, bo z daleka było widać biało-czerwoną flagę powiewającą na najwyższym drzewie lub na wysokim maszcie. W latach powojennych wije wianie bawili się w parku przy pałacu lub na „Kowalaszykowej łące”, za Kępiną. Park był wymarzonym miejscem na majówki. W cieniu rozłożystych drzew i bujnej roślinności krzaczastej kręte alejki, ścieżki spacerowe okrążały prostokątny stawek i obok drewnianej, okrągłej altanki prowadziły na polankę – miejsce zabaw, tańców i festynów.
   W Brennie było kilka zakątków majówkowych. Najprzyjemniejszym miejscem była łączka nad brzegiem jeziora „koło wieszczot”. Była to przystań rybacka za wsią w Zgonie. Starzy brenianie wspominają o majówkach „koło wieszot” już przed wojną. Podobno zabawy majowe były też kiedyś za Ostrowie. W późniejszych latach majówki i zabawy odbywały się też na boisku sportowym na Niwce, w „Adamczewskiego ogrodzie” (dziś stoi tam sklep pana Jarosława Johna) oraz Misiowej Łące nad jeziorem. Tu najczęściej majówki organizowali strażacy, łącząc je z popularnymi zawodami „prąd opiłki”. Takie zawody odbywały się też na stawku w parku wijewskim podczas strażackich majówek. Podobne majówki odbywały się też w Potrzebowie, Zaborówcu, Radomyślu i Miastku oraz Przylesiu. Majówki podobne były do dzisiejszych festynów z bogatym programem rozrywkowym. Głównym miejscem był plac do tańca, otoczony ławkami do siedzenia. Pod cienistym drzewem rozkładała się orkiestra, często na platformie wozu na gumowych kołach, które były wtedy rzadkością.
Ciekawe, że orkiestra bez kabli, wzmacniaczy, głośników była wystarczająco głośna i pasowała do nogi, aż hej! Muzykantów zawsze było czterech lub pięciu – trąbka, saksofon, skrzypce, akordeon lub bandonia i bęben. Tańczono przeważnie na zielonej murawie, rzadko na podłodze z desek. Na tym placu odbywały się też w czasie tańców popisy dziatwy szkolnej i występy zespołów monologowych, śpiewających i krotochwil satyrycznych oraz korowodów dożynkowych, połączonych z obrzędem wręczania chleba i wieńca żniwnego. Tańcom towarzyszyły inne rozrywki rozsiane po placu – strzelanie z wiatrówki o nagrody, rzucanie piłką do puszek, losy na nitkach, łowienie ryb (obrączki i butelki), losy z heklówką, wbijanie gwoździ w belkę itp. Stał też wysoki słup, na którym wysoko na czubku wisiała kiełbasa lub koło rowerowe z różnymi nagrodami. Kiełbasa i nagrody należały do tych śmiałków, którzy wdrapali się – najlepiej boso – na wierzchołek. Często drąg taki był woskowany, aby utrudnić chłopcom zadanie. Były też loterie fantowe, gdzie nagrodami były zwierzęta – cielątko, króli, kogut, kaczka, gołąbki a nawet tort. W pobliżu był też bufet obficie zaopatrzony we „wszystko”. Obok stoisko z ciepłą kiełbasą i bułką. Nie znano wtedy rożna. Największą popularnością cieszyły się wtedy lody, te najlepsze gałkowane z wafelkiem wyprodukowane ręcznie kręconą wirówką, chłodzoną prawdziwym lodem. Po południu tańczyli wszyscy – dzieci, młodzież i starzy. Popołudniowa część kończyła się równo z wieczorem. Młodzież i starsi spieszyli się do domu, aby szybko uwinąć się z oprzętem i dalej na zabawę, która wieczorem odbywała się tylko dla dorosłych. W razie niepogody przenoszono się na salę, ale przeważnie było pogodnie. Wystarczyło, że tylko jedna żarówka rozświetlała mroki majowej nocy, a było bardzo uroczo i nastrojowo.
   Ludzie żyli kiedyś radośniej i weselej. Nie byli zależni od telewizora i motoryzacji, nie żyli przeróżnymi zagadnieniami wagi państwowej, bo o nich nie słyszeli. Więcej się odwiedzali, żyli bardziej beztrosko. Dużo się bawili i śpiewali. Przepiękne, pełne wymowy i uroku były nabożeństwa majowe w kościele lub przy figurach i krzyżach przydrożnych. Utrudzeni ludzie spieszyli na wspólne modlitwy. Śpiewali wymowną Litanię do Matki Boskiej i pieśni majowe – „Po górach, dolinach rozlega się dzwon”… Zapadł już cichy wieczór, kiedy od kapliczek płynęła majowa pieśń: „Chwalcie łąki umajone, góry, doliny zielone, chwalcie cieniste gaiki, źródła i kręte strumyki…”

Kazimierz Wolniczak






aktualizowano 2012-05-25 16:36:36 / AnitaSolarczyk


Brenno